Za oknem nareszcie prawdziwa zima, a dodatkowo wielkimi krokami zbliżają się ferie. Do niektórych województw już nawet dotarły. Do nas - stety (wszystko przed nami) lub niestety (bo już by się chciało) - jeszcze nie. Do wolnego, wspólnie spędzanego czasu przygotowujemy się bardzo sumiennie. Na półkach już czekają planszówki, które przy okazji ferii i wakacji odgrywają w naszym domu jedną z głównych ról. Niektóre mieliśmy już okazję testować podczas długiej świątecznej przerwy. Ówczesny brak śniegu rekompensował nam "Zlot pingwinów", które urlopowo zebrały się na lodowej górze. To zabawna gra zręcznościowa, która wywołała w naszym domu wiele emocji.
CZYTAMY
Szukaj na tym blogu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZABAWKI - gry planszowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZABAWKI - gry planszowe. Pokaż wszystkie posty
piątek, 22 stycznia 2016
czwartek, 17 września 2015
Pan tu nie stał. Demoludy.
Pierwsza nasza gra o PRL
Gry planszowe i karciane dotyczące powojennej
historii Polski są od kilku lat bardzo popularne. Wydawane
najczęściej przez Egmont oraz Instytut Pamięci Narodowej, w
różnych proporcjach mają bawić i uczyć realiów komunizmu, a
zatem pośrednio historii. Jesteśmy fanami rozrywek logicznych,
planszówkowych i karcianych, czytamy dużo książek, w tym
opracowania, komiksy i beletrystykę o tematyce historycznej, jednak
po "PRL-owskie" gry planszowe dotąd nie sięgnęliśmy. Po
prostu niedawne dzieje polityczne i kulturowe naszego kraju omawiam z
dzieckiem (oraz jego babcią) inaczej, a do mody na PRL, wszelkich
gadżetów i ronienia łezki nad tym, jak w naszym dzieciństwie
bywało, mam duży dystans. Dodatkowo podobne publikacje rzadko są
przeznaczone dla dzieci poniżej 10 lat, a ja w planszówki grywam
właściwie wyłącznie z dziewięciolatkami.
czwartek, 1 maja 2014
Basia. Łap kolory!
Znacie stworzoną przez Zofię Stanecką, a narysowaną przez
Mariannę Oklejak Basię? To sympatyczna bohaterka serii książek
dla przedszkolaków i młodszych dzieci szkolnych, której wizerunek
został wykorzystany także w tej grze. Jeśli nic Wam to nie mówi,
nie martwcie się. Poznacie Basię we wstępie do gry, w którym
poszukuje towarzysza do planszowych, a może bardziej karcianych
rozgrywek (bo trudno tu mówić o planszy). Tekst, jak zwykle w
basiowych książkach Staneckiej, jest bardzo życiowy. Zajęty tata,
który zasypia na fotelu i młodszy brat, który ma zakaz gry, bo
obślini karty - te dwie postacie zawsze wzbudzają uśmiech na
naszych ustach. Tak, zawsze, bo chłopcy każdorazowo proszą, by im
wstęp przeczytać. Dopiero po nim możemy przystąpić do gry.
środa, 16 kwietnia 2014
Łap zwierzaki!
W opisach na stronach internetowych funkcjonuje często, jako gra
planszowa. Tymczasem w środku żadnej planszy nie znajdziecie, bo tak
naprawdę jest to gra karciana. Wewnątrz niewielkiego kartonowego pudełka
znajdujemy talię, składającą się z 40 kart z wizerunkami zwierząt
narysowanymi przez Macieja Szymanowicza, który mi osobiście bardziej
znany jest z ilustracji książkowych. Tu, jak zwykle zresztą, spisał się
znakomicie. Patrząc na bohaterów naszej gry, nie sposób się nie
uśmiechnąć.
Karty, poza zwierzęcymi portretami, sygnowane są także
liczbami - od 1 do 10. Wszystko dlatego, że jest to poniekąd gra
matematyczna. Wymaga od graczy umiejętności dodawania. Właśnie dlatego
wiek uczestników ustalony został na poziomie 8+. Jeżeli nasze dziecko
potrafi już sumować, możemy spróbować zasiąść do rozgrywki, nawet, gdy
jest ono młodsze. Ważna będzie jednak jeszcze umiejętność logicznego
myślenia. Takiego zbierania kart, by przełożyło się ono na zdobycie
największej ilości punktów. Początkowo sprawa nie jest łatwa (choć
producent pomyślał o wskazówkach i umieścił je na instrukcji), ale im
częściej do gry zasiadamy, tym dzieci radzą sobie sprawniej, całość
bowiem wymaga praktycznego zrozumienia. Mój 6-latek po kilku rozgrywkach
radził sobie już dość dobrze, a jednocześnie nie zraził się do gry.
Stanowiła dla niego wyzwanie, ale nie przerastała go.
środa, 15 stycznia 2014
Hokus-pokus! Zaczarowani!
W naszej rodzinie zapanowała ostatnio moda na różnego rodzaju
magiczne sztuczki. Z kartami eksperymentuje nasz 15-letni kuzyn. Czary z
kapeluszem uskuteczniają 10-12-letnie kuzynki. Im wszystkim
pozazdrościł mój 6-letni syn i sam zapragnął wypróbować swych sił.
Sięgnęliśmy więc po zestaw prezentowy przygotowany przez Wyd. Olesiejuk
(przed Świętami Bożego Narodzenia w sklepach pojawiło się ich wiele –
dziś można je nabyć np. tutaj).
„Hokus-pokus!”
to pudełko zawierające różne czarodziejskie atrybuty i gadżety.
Znajdziemy w nim magiczną różdżkę, karty, trzy kubeczki, piłeczki i
kulki. W środku znajduje się także „instrukcja obsługi”, czyli pomysły
na to, jak wykorzystać domowe, jak i dołączone do zestawu przybory.
Możemy rozmnażać piłki, ukrywać kulki w kubkach, wykonać 8 karcianych
trików, przetoczyć, wygiąć, ukryć monetę lub nią balansować. Możemy też
wygiąć łyżkę, scalić serwetkę, odczepić sobie kciuk, wyczarować
jedenasty palec i... wiele, wiele więcej, a gdyby wciąż nam było mało –
możemy spróbować wymyślić coś sami.
środa, 28 sierpnia 2013
Pojedynek robotów
W artykule poświęconym grze "Hop! Hop!"
(tak nam się spodobała, że - z naszego polecenia - wszyscy najbliżsi
znajomi Starszego już ją mają) wspominałam Wam, że mój syn uwielbia gry
typu warcaby. Dlatego przypadły mu do gustu skaczące żabki, dlatego też
oszalał na punkcie otrzymanego w prezencie od Mikołaja "Pojedynku
robotów". Tak, tak, to było już dawno temu, a gra wciąż cieszy się
niesłabnącym zainteresowaniem. Do tego stopnia, że ostatnio syn był
gotów tłumaczyć jej zasady swemu estońskiemu koledze, by tylko ten
zgodził się z nim zagrać. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt,
że jeden z chłopców nie mówi po estońsku, a drugi - po polsku. Po
angielsku jeden i drugi trochę, a i owszem, ale co najwyżej jak się
nazywają, czy gdzie jest toaleta, a tu zaraz coś takiego? I, wierzcie
lub nie, udało się. Trochę na migi, ale jednak. Co więcej, estońskiego
kolegę gra także wciągnęła.środa, 10 lipca 2013
Hop! Hop! Skoczna gra logiczna
Mój 5-letni syn odkrył ostatnio uroki gry w warcaby. Nie
idzie mu to jeszcze zbyt sprawnie, ale muszę przyznać, że bardzo szybko
się uczy. Najczęściej ćwiczy z tatą, bo mama, mając pod ręką dwójkę
dzieci (w tym jedno młodsze), zawsze stara się wybierać takie gry, by
ucieszyły obydwu synów. Niestety, tata w domu nie bywa zbyt często, a
syn chciałby... czasem uda mi się wygospodarować chwilę, czymś zająć
Młodszego, ostatnio jednak znalazłam inne rozwiązanie. To „Hop! Hop!”
skoczna gra, która na podobnej zasadzie (tu, zamiast tradycyjnych
pionków, mamy dla urozmaicenia żabki i zdecydowanie mniejszą planszę)
ćwiczy u dziecka logiczne myślenie. To, co było dla mnie w niej
najważniejsze, to fakt, że przeznaczona jest dla jednego gracza. Syn
więc gra sam, a ja zajmując się Młodszym, mogę co jakiś czas kontrolować
jego zagrania i postępy, czy nieco go naprowadzać. Co prawda gra
przeznaczona jest dla nieco starszych dzieci (8+), ale warcaby także.
Myślę, że jeśli wspomożemy dziecko, pokarzemy mu o co chodzi, damy mu
poćwiczyć, wskażemy błędy i pochwalimy właściwe ruchy, szybko zauważymy,
że się da – przedszkolak „zakuma”. Tak, jak „kuma” - czasem też
dosłownie - mój.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





